Agata Malinowska

Jak być niewidzialnym

Jak być niewidzialnym
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Czy Ty też opluwasz anonimowo w sieci? Czy boisz się, że pewnego dnia System cię namierzy? A może chciałbyś być anonimowy, ale nie jesteś? Może odwrotnie – nie potrafisz znieść świadomości, że jesteś niewidoczny? Pragniesz sławy czy wolisz pozostawać w cieniu? Jakiekolwiek masz w tej sprawie zdanie, mogę się założyć, że już nakręcono o Tobie kiedyś film.

Mogłoby się wydawać, że szeroko pojmowana anonimowość nie jest tematem, że nie ma potencjału, nie porwie. A jednak pojawiła się w polu zainteresowania wielu znakomitych twórców, poczynając od Francisa Forda Coppoli, który już w 1974 roku nakręcił film o postaci, która ze swoją obsesją niezwykle pasuje do współczesnych nam czasów. Harry Caul, bohater filmu „Rozmowa”, jest człowiekiem żyjącym w ciągłym strachu przed byciem podsłuchanym.

W sposób wręcz paranoidalny chroni własną prywatność, odsuwa się od ludzi, nie ryzykuje ani na moment. Żyje w ciągłym poczuciu winy z powodu wypadku z przeszłości i ma się wrażenie, że jego zamykanie się na świat jest wyrazem głęboko zakorzenionej chęci samounicestwienia – ukrycia się tak skutecznego, by nikt, nawet jego sumienie, nie zdołało go już znaleźć. Anonimowość u Coppoli jest ucieczką, nigdy celem samym w sobie.

Inaczej u Mary Harron – Patrick Bateman, przystojny makler z Wall Street, a jednocześnie psychopatyczny morderca, pielęgnuje kamuflaż jako umiejętność. Z wprawą i wyrachowaniem zaciera własne ślady, póki postępujące szaleństwo nie spowoduje, że straci nad sobą kontrolę. Jest pewny siebie i bezpieczny, niewykrywalny wśród innych przystojnych maklerów. Doskonała anonimowość w filmie „American Psycho” to ostrzeżenie – oto człowiek, który nie tylko może być każdym, ale też każdy z nas może nim być. A zapewniam, że nie jest to ani łatwe, ani piękne życie.

Ukrywanie się przed światem bywa jednak motywowane nie tylko negatywnie – czasem jest to metoda, którą stosuje bohater, by wymknąć się wszechobecnym prześladowcom, sługom Systemu. Pojęcie Systemu zakorzeniło się już w kulturze na tyle mocno, że nie trzeba go właściwie definiować – każdy wie, że z Systemem się walczy, najlepiej z zewnątrz. Korzystając z faktu, że się w nim nie tkwi. Świadome zacieranie własnej tożsamości to domena ekstrawaganckich bohaterów filmu „Matrix”, socjopatycznych hakerów takich jak Lisbeth Salander ze szwedzkiej ekranizacji kryminału „Mężczyźni, którzy nienawidzą kobiet” lub ludzi, którzy odkryli że hołubiący ich jak dotąd układ społeczny zwrócił się przeciw nim (John Anderton z „Raportu mniejszości”).

A więc – wszelkiej maści partyzantów, sabotażystów i wrogów społecznych, którzy walczą o wolność waszą i naszą za pomocą środków powszechnie uważanych za karalne. Pewnym wariantem takiej działalności jest podawanie się za kogoś innego lub negowanie jakiegoś elementu własnego „ja” – wiele przykładów dostarcza filmografia związana z holokaustem, w tym „Pianista” czy „Europa, Europa”.

Anonimowość nie zawsze jest czymś, co się świadomie wybiera. Można też zostać w nią wepchniętym przez nieubłagany los, który równie chętnie daje sławę jak ją odbiera. Dla kogoś, kto zwykł żyć w blasku jupiterów jest to trudne do zniesienia. Poruszający „Bulwar zachodzącego słońca” przedstawia nam taką wygasłą gwiazdę, Normę Desmond – kiedyś słynną aktorkę, a obecnie błąkającą się po niemal pustej rezydencji, podstarzałą kobietę, która z rozpaczą planuje swój wielki powrót na plan. Nikt już nie rozpoznaje jej twarzy, nikt nie żąda jej zdjęć – Hollywood wymazał ją z ekranu, publiczność zaś z pamięci.

Ta dotkliwa, raniąca niewidzialność towarzyszy też wyrzutkom – czarnym owcom, do których nie przyznaje się społeczeństwo. W filmie Stevena FrearsaNiewidoczni” takimi osobami są nielegalni imigranci. Pozbawieni społecznej ochrony, nie obchodzący nikogo, pracują ciężko na rzecz Wielkiej Brytanii – kraju, który bierze od nich wiele nie dając prawie nic. Zdesperowani, padają ofiarą nadużyć i przestępstw, nie mogąc do nikogo zwrócić się po pomoc. Bo oficjalnie – nie istnieją. Główni bohaterowie „Niewidocznych” nabierają doświadczenia i uczą się to wykorzystywać. Trudno się jednak oprzeć wrażeniu, że w wielu rzeczywistych przypadkach happy-endu nie ma.

Anonimowość – przez postanowienie, świadomy wybór, po partyzancku, mimochodem, przez przypadek. A jaki jest Twój ulubiony wariant?

(Visited 5 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>