Agata Malinowska

Czarny Niedźwiedź Ryczy: chaos i stagnacja

Czarny Niedźwiedź Ryczy: chaos i stagnacja
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Kolejny dzień, kolejne przeciwieństwa - stonowany aż do bezbarwności Kanibal i kolorowe, krzykliwe Wredne jędze. Bilans, jak zwykle na Black Bear Filmfest, wychodzi na plus mimo zdecydowanie zniechęcającego pierwszego seansu.

Carlos jest kolejno: samotnikiem, mieszkańcem Granady, dystyngowanym krawcem, amatorem mięsa z młodych kobiet. W miękkich, delikatnych ruchach, którymi rozsmarowuje pesto po surowej, czerwonej powierzchni jest coś pieszczotliwego. Jest ostrożny, nieco bezbarwny. Jego sekretne przyjemności wpisane są w monotonny cykl życia i pracy. Tak dzieje się aż do dnia, gdy otwiera swoje drzwi dziewczynie, która okazuje się siostrą jego ostatniej ofiary. Nina wyzwoli w nim wewnętrzne drżenie – tym razem jednak będzie odpowiadać za nie jego serce, nie żołądek.

Zarys fabuły, przy którym można pozwolić sobie dosłownie na wszystko – komedię romantyczną lub czarną, dramat miłosny lub psychologiczny, horror krwawy lub nasycony zmysłowością – w ostateczności obleczono w film doskonale bezpłciowy. Kadry bywają bardzo piękne, nie niosą ze sobą jednak żadnych emocji poza subtelną przyjemnością estetyczną. Akcja ślimaczy się niemiłosiernie, dwoje bohaterów wykazuje tyle wzajemnej chemii, co pieńki drewniane, nijakie dialogi nie interesują chyba nawet samych aktorów. Najlepsze sceny to te nieme, oparte na spojrzeniach i gestach, na które Carlos pozwala sobie w samotności. Trudno się oprzeć wrażeniu, że gdyby Antonio de la Torre został zastąpiony przez nieco lepszego aktora, film zostałby jeśli nie uratowany, to przynajmniej podniesiony do rangi interesującej ciekawostki.

Dominujące, podłe z charakteru hejterki mężczyzn, które chciałyby postawić świat na głowie. Brzmi jakby znajomo. Wredne jędze – nowy film hiszpańskiego mistrza stylowego kampu Álexa de la Iglesii – przy niezbyt dużej dozie złych chęci mógłby zostać uznany za satyrę na feministki. Jego damskie szwarccharaktery to wiedźmy z bajek dla dzieci – jadają ludzkie mięso, potrafią latać, wyprawiają sabaty i tworzą tajne, złowrogie stowarzyszenie – prześladujące garstkę karykaturalnych facetów. Facetów, dodajmy, którym ich własne, codzienne kobiety zdążyły już nieźle zatruć życie. Wojna płci wre na całego, w powietrzu fruwają odcięte ludzkie palce, krople soku z ropuchy spływają po krągłych piersiach Caroliny Bang, Jezus Chrystus do spółki z ołowianym żołnierzem i Myszką Miki napadają na bank.

Póki Iglesia trzyma swoją szaloną wyobraźnię w ryzach, koncentrując się po równo na prowadzeniu akcji i rozgrywaniu żarcików na tematy damsko-męskie, oglądanie Wrednych jędz to naprawdę doskonała zabawa. Niestety mniej więcej w połowie filmów reżyser urywa się z łańcucha, zatapiając film w kompletnym chaosie i zastępując zdrowy rozsądek gorączkową bieganiną. W rezultacie widz, który mógłby wyjść z kina w stanie entuzjastycznego rozchwiania, wychodzi jedynie zdezorientowany, a niejednokrotnie także zasmucony, widząc niedostatecznie wykorzystany, świetny potencjał. Nie przestaję po tym filmie lubić Iglesii, ale życzę mu nieco więcej samokontroli na przyszłość.

(Visited 39 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>