Kinetoskop
Brak komentarzy

„Zakładnik z Wall Street”: Jodie Foster na planie w nowej roli

„Zakładnik z Wall Street”: Jodie Foster na planie w nowej roli
Decrease Font Size Increase Font Size Rozmiar tekstu Drukuj

Jako aktorka zdobyła już dwa Oscary, czy teraz Akademia przyzna jej statuetkę za reżyserię?

Takie czasy nastały, że nowy film, „Zakładnik z Wall Street”, o medialnym guru branży finansowej wziętym na zakładnika przez jednego z telewidzów, z pewnością zostanie odczytany jako parabola o nierówności w dochodach oraz zakłamanej ekonomii, czym zresztą w znacznej mierze jest. Ale dla reżyser, Jodie Foster, całość dotyka także znacznie bardziej osobistej sfery. Obraz można rozumieć jako medytację na temat porażki: jak bardzo się jej boimy i jak się zachowujemy, stając w jej obliczu. Główni bohaterowie tego dramatu, terrorysta i jego zakładnik, tkwią w tej samej matni. Muszą pogodzić się ze swoim niedopasowaniem.

Porażka to dla mnie ważny temat: ludzie przechodzący kryzys duchowy, chwile totalnej nienawiści do siebie – powiedziała niedawno Foster, wyjaśniając w jaki sposób „Zakładnik z Wall Street” (polska premiera 20 maja) odnosi się do jej osobistego doświadczenia. Czy często myśli o sobie w kontekście porażki? – O tak – odpowiada. – Dobry Boże, tak. Jeśli matkę Teresę do ofiarnej pracy napędzała wiara w Boga, to mnie do ofiarnej pracy napędza negatywne myślenie o sobie. Od tego zawsze zaczynam. Od pytania: „Co zrobiłam nie tak?”.

Nie takich słów spodziewacie się u dwukrotnej zdobywczyni Oscara. Ale nawet jeśli te wszystkie dekady spędzone w świetle kamer uczyniły z niej osobę nader ostrożną, w Foster jest też gorączkowa potrzeba odsłonięcia się przed innymi. Widać to w jej ostatnich wystąpieniach. Wiedzieliśmy to na rozdaniu Złotych Globów w 2013 roku, gdy odbierając honorową nagrodę, aktorka wygłosiła rozwlekłą mowę, po której w internecie zawrzało. Wyszła wtedy z ukrycia? Ale czy wcześniej była w ukryciu? W tym samym przemówieniu najpierw prosiła o zrozumienie, a chwilę potem domagała się, by pozostawiono ją w spokoju. (…) Jej uwagi były do tego stopnia chaotyczne, że zaskoczyła mnie stwierdzając, że wcześniej wszystko dokładnie sobie napisała. – Każde słowo – podkreśliła. – Nie chciałam niczego przeinaczyć.

Ale co tak naprawdę chciała wtedy przekazać? Świat skupił się na jej uwagach dotyczących życia osobistego, a jej zależało przecież na deklaracji w kwestiach zawodowych: przekroczywszy 50-tkę, zamierzała odtąd poświęcić się mniej prestiżowej pracy za kulisami. Przestała grać w filmach, by zająć się wyłącznie reżyserowaniem. „Zakładnik z Wall Street” jest jej czwartym dużym przedsięwzięciem, po obrazach „Tate-mały geniusz” (1991), „Wakacje w domu” (1995) i „Podwójne życie” (2011), do tego niewątpliwie najbardziej ambitnym, wymagającym użycia materiałów wybuchowych, zaangażowania oddziałów SWATGeorge’a Clooneya i Julii Roberts.

Clooney gra guru branży finansowej, postać przypominającą trochę gospodarza programu CNBC „Mad Money” Jima Cramera. Roberts jest producentką telewizyjną, przemawiającą do ucha zakładnika, siłą spokoju dla rozhisteryzowanego bohatera (w roli terrorysty wystąpił Jack O’Connell).

Jest tak imponująca w swojej roli, aż głośno zastanawiam się, czy reżyser-mężczyzna potrafiłby ukazać wielkość Roberts w taki sam sposób. Foster twierdzi, że nigdy wcześniej o tym nie myślała, jednak przyznaje, że jej rewizje scenariusza szły w takim kierunku, żeby wyeksponować kobiecą bohaterkę. Silne kobiety są przecież jej znakiem rozpoznawczym. W takie role wcielała się w filmach „Oskarżeni” (jej pierwszy Oscar), „Milczenie owiec” (Oscar numer dwa), „Azyl”, „Plan lotu”, „Odważna” i w wielu innych.

(Visited 14 times, 1 visits today)

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>